Prasówka

Czy bez obaw pozwolilibyśmy dziecku na samotną przejażdżkę rowerem z domu do centrum? Odpowiedź na to pytanie uważane jest w zachodniej Europie za jeden ze wskaźników bezpieczeństwa.

Taki cytat zauważyłam w dzisiejszej poznańskiej Gazecie. Bardzo ciekawy wywiad z Adamem Beimem z Sekcji Rowerzystów Miejskich. Szkoda, że komentarze tradycyjnie podnoszą ciśnienie.

No więc, gdybym miała dzieci, to bym się jednak bała. Sama się nie boję, ale to chyba dlatego, że nie zdaję sobie do końca sprawy z zagrożenia i relatywnie niewiele jeżdżę głównymi drogami. Ostatnio miałabym tylko kolizję podczas przejazdu przez Rondo Rataje (na przejeździe rowerowym). Zapaliło się zielone, wjeżdżam na przejazd, a tu milimetrów zabrakło, żeby potrąciła mnie blondynka w średnim aucie, która zjeżdżała na “późnym żółtym” z ronda. Nie powiem, gorąco mi się zrobiło.

Na szczęście, ostatnio nie miewam takich sytuacji zbyt wiele. Nie jeżdżę już ruchliwą Hetmańską (tam, gdzie nie ma drogi rowerowej) do domu, tylko np. Krauthofera/Palacza. O wiele mniejszy ruch i większy komfort jazdy. I mijanie mnie “na gazetę” przez ciężarówki już nie przyprawia mnie o dreszcze, podobnie jak lawirowanie między koleinami.

Poza tym, wkurzają mnie tylko ludzie na drogach rowerowych, no ale póki jest zima i śnieg zalega albo na chodniku albo na drodze rowerowej, to wiadomo, że trzeba być bardziej wyrozumiałym :)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *