Co mnie wkurza w rowerzystach

Rower jest w tej chwili moim podstawowym środkiem lokomocji. Samochód stoi w garażu (nie ma sensu się ładować w te korki i szukać miejsca parkingowego poza strefą), natomiast od początku maja testuję opłacalność rezygnacji z komkarty (mój bezpośredni tramwaj do pracy akurat teraz nie jeździ przez remont torowiska) na rzecz Mobiletu. A zatem – przez 5 dni w tygodniu poruszam się rowerem przynajmniej 2 razy dziennie. Można więc powiedzieć, że znam już prawie wszystkie bolączki rowerzystów miejskich z autopsji.

Tym razem jednak nie chcę narzekać ani na kierowców ani na pieszych na drogach rowerowych. Wszyscy wiemy, że ci pierwsi często zachowują się jak buce i specjalnie zastawiają prawą stronę jezdni albo mijają na gazetę, a ci drudzy chodzą jak święte krowy. Ja nie o tym chcę. Tym razem o tych, którzy pracują na negatywną opinię o rowerzystach i którzy sprawiają, że nie lubię jeździć po mieście (o jak ja się cieszę, kiedy pada albo jest zimno – od razu jest luźniej!).

Osobiście staram się jeździć zgodnie z przepisami – jeżdżę prawym pasem, nie wjeżdżam na skrzyżowanie na czerwonym, sygnalizuję zamiar skrętu czy zmiany pasa, nie przejeżdżam rowerem przez przejścia dla pieszych, nie jeżdżę po chodniku. Oczywiście, czasami rozwiązania infrastrukturalne są tak idiotyczne (jak 10-20 metrowe odcinki dróg rowerowych) albo wręcz niebezpiecznie/nielegalne (vide dwukierunkowy kontrapas na Mostowej), że nie sposób się do nich stosować. Nie mówię, że jestem bez skazy, tym niemniej – staram się. I tak jestem rowerem szybciej na miejscu niż gdybym jechała komunikacją miejską, więc nie muszę się spinać. Ale do rzeczy. Oto krótkie zestawienie nagminnych przewinień rowerzystów, z którymi spotykam się na co dzień, a które przeszkadzają mi, jako rowerzystce. Niestety, są one niezależne od tego, czy ktoś wygląda na pro bikera w wypaśnych ciuszkach i na rowerze za 10k, czy jest emerytką na wycieczce. Są wśród nich te, które są łamaniem przepisów (świadomym lub nie), ale też takie, które świadczą o zwyczajnym braku kultury. A zatem.

  1. Niestosowanie się do znaków i jazda pod prąd.
    Mało kto wie (albo ma to w dupie), że większość dróg rowerowych w Poznaniu jest jednokierunkowa – tylko gdzieniegdzie miejsca jest tyle, że można wytyczyć drogę dwukierunkową (ale tak na dobrą sprawę, bezpieczniejsze są jednokierunkowe). Kompletnie nie mówię tu o kontrapasach czy pasach ruchu rowerowego w jezdni, gdyż te są z definicji jednokierunkowe. Chodzi mi głównie o te drogi, które biegną wzdłuż jezdni po obu jej stronach – sztandarowe przykłady, którymi jeżdżę niemal codziennie to ulica Bukowska (odcinek między Bułgarską a centrum miasta) oraz odcinek między ul. Mostową a Kórnicką przez Most Św. Rocha. Bukowska jest o tyle bezpieczniejsza, że droga poprowadzona wzdłuż niej ma po jednej stronie chodnik dla pieszych, a po drugiej stronie dodatkowy wąski pas pozbruku, który oddziela całość od ulicy – w przypadku dwóch rowerów jadących na czołówkę istnieje możliwość uskoku bez prawdopodobieństwa zjechania z drogi prosto pod koła samochodu. Inaczej jest w przypadku mostu św. Rocha. Na samym moście droga biegnie przy przęsłach mostu po lewej stronie, po prawej zaś jest pas dla pieszych – taka kombinacja jest zrozumiała, wszakże ktoś może mieć ochotę na powpatrywanie się w przepływającą dołem Wartę. Za mostem, w stronę Kórnickiej sprawa się już trochę komplikuje. Po stronie boiska, tuż przed Serafitek następuje rozwidlenie chodnika i drogi rowerowej.
    Screen Shot 2013-05-15 at 8.48.42 PMJak widać na załączonym zdjęciu z Google Streetview, droga idzie dołem, jest wąska i co najgorsze – nie ma jak uciec w przypadku jazdy na czołówkę. Po prawej jest wzniesienie, po lewej ulica, do tego niżej o krawężnik. Raz już miałam taki przypadek, że debil z wąsem jechał rozglądając się na boki, zamiast patrzeć przed siebie, a ja w ostatniej chwili zjechałam na ulicę (na szczęście, nic wtedy nie jechało…). Koleś nawet się nie zorientował, a ja miałam mikrozawał.
    Ale groźniejsze zdarzenie miałam całkiem niedawno, na samym moście. Wracałam sobie dość spokojnym tempem z pracy, zaś z przeciwnego kierunku (nieprawidłowo) jechała na mnie para ok. 60tki – stawiam, że małżeństwo emerytów na wycieczce. Z panem na przedzie minęłam się bez przeszkód, natomiast jadąca za nim pani podziwiała widoki zamiast patrzeć przed siebie. Tuż przed tym, jak miałyśmy się minąć, nagle zjechała w swoje lewo, prosto na mnie. Pech chciał, że obok na pasie dla pieszych szła matka z dzieckiem na rowerku. Tylko dzięki swojemu refleksowi udało mi się w porę zahamować. Niestety, lewą częścią kierownicy zahaczyłam o rower tej pani, przez co dość mocno zbiłam sobie mały palec u lewej ręki (spuchł, zsiniał, boli do dzisiaj). Pani oczywiście pojechała dalej i ani myślała przepraszać… Następnym razem podjadę do takiej i powiem, co o niej myślę.
    W każdym razie, od tej pory jeżdżę środkiem tej drogi (aczkolwiek tylko rano, czyli w przeciwnym kierunku po drugiej stronie, gdzie nie ma tego niebezpiecznego rozwidlenia) i nie przepuszczam nikogo jadącego pod prąd i opierniczam. Bardzo bym chciała, żeby ktoś zrobił akcję dokształcającą rowerzystów pod tym kątem.
    A, dodam tylko, że cały most i rozwidlenia są wyjątkowo prawidłowo oznakowane znakami poziomymi i pionowymi (na powyższym zdjęciu z 2011 roku nie ma pionowego znaku drogi rowerowej, dzisiaj z tego, co pamiętam, już jest).
    [Edit 16.05. – z tego, co widzę, nie tylko mnie to przeszkadza]
  2. Wjeżdżanie na skrzyżowania na czerwonym lub przejeżdżanie na czerwonym przez przejazd rowerowy. No nie mogę tego pojąć, totalnie. Sami się proszą o wypadek, a jak zauważa słusznie Radek Teklak, wypadki, gdzie rowerzysta dostaje bokiem, są najbardziej niebezpieczne dla rowerzysty, bo dużo gorzej wyglądają szanse zasłonięcia się kończynami, a kask przed czymś takim nie chroni wrażliwych skroni. W takiej jeździe przodują hipsterzy na swoich ostrych kołach, ale też pro bikerzy, którym bardzo się spieszy. Dzisiaj tak sobie zapieprzał pan w średnim wieku przez duże skrzyżowanie Garbary/Solna.
  3. Przejeżdżanie przez przejścia dla pieszych. Zwłaszcza w tłumie. Ostatnio przyuważyłam pana pro bikera, który jeździ na wycieczki Sekcji Rowerzystów Miejskich, jak sobie beztrosko tak przejeżdżał. Świetny przykład, gratulacje!
  4. Wymuszanie pierwszeństwa na zjazdach z dróg rowerowych na ulicę. Dzisiaj miałam taką sytuację na Rondzie Jana Nowaka Jeziorańskiego. Zjazd rowerowy za rondem oczywiście ze znakiem “Ustąp pierwszeństwa przejazdu”. Ja się grzecznie zatrzymałam, a za mną starszy pan (uprzednio prawie wjechawszy mi w tyłek – no przecież jak ja mogłam się tak nagle zatrzymać!) wyskoczył na ulicę prosto pod koła jakiejś pani w renówce.
  5. Nieużywanie sygnałów dźwiękowych. Jedziesz sobie spokojnie, a tu jakiś patafian cię próbuje wyprzedzać, nawet nie trudząc się sygnalizowaniem manewru. Pisałam już o tym przy okazji powrotu z NSR. Parę lat wstecz miałam też podobną sytuację na Bukowskiej.
  6. Zastawianie całej drogi rowerowej przed przejazdem. Skrzyżowanie Kórnickiej z JP2, przystanek tramwajowy w stronę Ronda Rataje i w ogóle okolice Ronda, ruchliwe miejsce. W godzinach szczytu często dochodzi do sytuacji, gdy z jednej strony przejazdu ustawiają się rowerzyści jeden obok drugiego. Po drugiej stronie to samo. Efekt? Gdy zapala się zielone wszyscy jedziemy na czołówkę, nikt nie trzyma się prawej strony.
  7. Niesygnalizowanie zamiaru skrętu. Nagminne, aczkolwiek bardziej przeszkadza mi to jako kierowcy, no chyba, że mamy do czynienia z sytuacją z punktu 6. Wtedy kolizja murowana.

W związku z powyższym, również ubolewam, że rowerzyści nie podlegają rejestracji, bo czasami niektórzy idioci aż się proszą, żeby nasłać na nich policję. Planuję zakup kamery albo przystosowanie smartfona do robienia timelapsów z wycieczek rowerowych, żeby zgłaszać niebezpieczne sytuacje i wykroczenia. Niestety, będzie to działać tylko na samochodziarzy, bo rowerzysta zwyczajnie mi ucieknie  :(

Na koniec – ponownie link do długiego artykułu, który szczegółowo opisuje zasady poruszania się rowerem wg polskiego prawa. Gorąco polecam lekturę.

PS. Poranek 16.05.2013 – na Moście Św. Rocha 2 idiotów jadących pod prąd, z czego jeden “pro”, który chciał się wykłócać.

9 thoughts on “Co mnie wkurza w rowerzystach

    1. anks Post author

      Rozumiem przejeżdżanie tak w nocy, kiedy nie ma nic w okolicy, ale w środku dnia, gdy naokoło samochody? Na skrzyżowaniu, gdzie w każdym kierunku są po 2 pasy ruchu?

      Reply
      1. lavinka

        Mnie to już nic nie dziwi, ostatnio zostałam głupią, bo stwierdziłam że jazda po drodze rowerowej z chodnikiem obok szybciej niż 20km/h jest niebezpieczna dla pieszych idących obok niej :)

        Reply
  1. Dominik

    Nie rozumiem do końca Twojego oburzenia dotyczącego mostu Rocha i tamtejszej ścieżki. Ok dużo ludzi jeździ tam “pod prąd” ale jak ktoś uważa to w czym to jest niebezpieczne ? Patrząc po sobie. Gdybym trzymał się sztywno przepisów to: jadąc z placu Bernardyńskiego mogę na przejściu przy hotelu skręcić tylko w prawo żeby nie jechać pod prąd, a jak mam przejechać na lewą stronę ? Dojechać do przejazdu na przystanku przejechać przez światła na północną ,drugą stronę, potem z przystanku na most Rocha przez kolejne światła, po moście do polibudy i znów kolejne światła na drugą stronę , potem kawałek pod płotem i znów światła żeby być po stronie kościoła. Jadąc zawsze południową nitką mam dwie sygnalizacje świetlne zamiast 5 a właściwie jedną , skręcam zaraz za mostem jadąc po piachu do Serafitek. Więc jeśli już jadę po ścieżce to czy jest w tę czy tamtą stronę czy to ma znaczenie na takim krótkim odcinku ? W dupie mam kierunkowość tej ścieżki, szkoda czasu na i nerwów, a o bezsensowności takiej jazdy nie wspominam.

    Reply
    1. Dominik

      Źle napisałem , jadę od strony kościoła południową nitką, czyli “pod prąd” , reszta bez zmian. Bez sensu kluczenie na światłach żeby przejechać 50m “poprawnie”.

      Reply
      1. anks Post author

        Czyli jedziesz pod prąd rozwidleniem, tak? To przeczytaj jeszcze raz odpowiedni akapit. Naprawdę uważasz, że 2 rowery bez problemu miną się na tym wąskim odcinku biegnącym powyżej asfaltu? Napisałam, że w tamtym miejscu wylądowałam na jezdni, bo buc nie uznał za stosowne nawet zwolnić. Kiepsko by to wyglądało, gdyby akurat jechał tamtędy samochód.
        Rozumiem, że samochodem też byś pojechał jednokierunkową pod prąd 50m? To przecież też bez sensu tak naddawać drogi. Ale po coś to ograniczenie zrobili i akurat tu jest niegłupie.
        A akurat światła na Kórnickiej czy na przystanku przy Mostowej nie są tak tragiczne jak np. te na Berdychowie przy Baraniaka. Minuta czekania dłużej Cię nie zbawi.

        Reply
  2. Dominik

    Nie , nie. Do rozwidlenia nie dojeżdżam. Odbijam pod górkę po piachu tuż przy moście, lub zjeżdżam z górki. Zdarza mi się tamtędy jechać “pod prąd” rano w drodze do pracy, wjeżdżam na ścieżkę z ulicy Serafitek. Jest tam wąsko ale spokojnie dwa rowery się mieszczą. Tak jak są niedzielni kierowcy tak i są niedzielni rowerzyści i takie sytuacje, że się z kimś nie zmieścisz będą się pojawiać, tego nie unikniesz. Ścieżki rowerowe kierunkowe to totalnie poroniony pomysł. Nie wspominając o pieszych , “świętych krowach” .Póki ktoś nie zacznie jeździć rowerem to nie zrozumie. Myślę że nie ma co się denerwować , stresować, bić piany bo ktoś jedzie “pod prąd” tak jak jeszcze nie nauczyliśmy się demokracji tak nie ma jeszcze kultury poruszania (samochód , rower, …. ) się w Polsce. Wszystkiego musimy się nauczyć. Niestety nasza infrastruktura miejska nie pozwala na normalność i powstają różnego rodzaju “potworki.
    Samochód to co innego, nie jeżdżę pod prąd samochodem. Rower rządzi się trochę innymi prawami,ale niestety oficjalnie w większości przypadków jest na równi z samochodem. Po to go wybieram jako środek transportu do pracy. Gdybym chciał tracić czas to stał bym w korku samochodem, co niestety czasami uskutecznić muszę.

    A tak BTW to nie kojarzę żeby w tym miejscu (światła) był znak czy to pionowy czy poziomy że to jedno kierunkowa droga jest.

    Reply
    1. anks Post author

      Są przy wjazdach wymalowane rowery w jednym kierunku i strzałka wskazująca kierunek. Obczaj sobie całe skrzyżowanie https://maps.google.com/maps?q=%C5%9Bwi%C4%99tego+Rocha,+Pozna%C5%84,+Polska&hl=pl&ie=UTF8&ll=52.400946,16.948334&spn=0.001339,0.002741&sll=52.400531,16.901666&sspn=0.342702,0.701752&oq=rocha&hnear=%C5%9Bwi%C4%99tego+Rocha,+Pozna%C5%84,+Wojew%C3%B3dztwo+wielkopolskie,+Polska&t=m&z=19&layer=c&cbll=52.40083,16.948196&panoid=nuGf49GR9yXSclRkI36h8Q&cbp=12,168.54,,0,6.16

      BTW, powiem szczerze, wolę jeździć ulicami niż drogami rowerowymi, gdzie jeździ buceria, która ma w dupie zasady. Już gdzieś to pisałam, ale sytuacji niebezpiecznych z samochodami mam zdecydowanie mniej niż tych wymienionych w notce ;/

      Reply
      1. Rafal Bielawski

        Ha! Dokladnie tez mnie irytuja wszelkie Poznanskie (ale nie tylko, bo to ogolnipolski problem) wynalazki pod nazwa “sciezki rowerowe”
        Jak tylko moge jade ulica, kierowcy mimo tego, ze duza czesc to kretyni, sa jednak bardziej przewidywalni i bezpieczniejsi od rowerzystow :)

        Reply

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *