Ze Skórzewa do Puszczykowa i via NSR do Poznania

Wymyśliłam sobie wczoraj, że pojadę dziś do rodziców Nadwarciańskim Szlakiem Rowerowym. Fakt, że obudziłam się o 12 i kolega chciał pożyczyć obiektyw, trochę zweryfikował ten plan – postanowiłam, że będę NSRem wracać. I bardzo dobrze, bo droga zajęła zdecydowanie więcej niż myślałam (nigdy nie potrafię ocenić odległości na mapie, smuteczek).

No więc na początek strzeliłam sobie 16km do rodziców przez Hetmańską, Krauthofera, Palacza i Grunwaldzką. I tak mnie nachodzi ostatnio, że mam ochotę dziękować kierowcom, którzy wyprzedzają mnie w bezpiecznej odległości. Co więcej, po dzisiejszym dniu stwierdzam, że im dalej od miasta, tym więcej takich, aczkolwiek nie jestem pewna, czy to nie kwestia mniejszego ruchu, a co za tym idzie – większą przestrzenią do wyprzedzania.
W trakcie tego dojazdu widziałam też starszą panią, która sprzątała do woreczka kupę po swoim piesku <3

Anyway, ok. godziny 18 ruszyłam ze Skórzewa na NSR. Moja cała trasa wyglądała mniej więcej tak:

Ze Skórzewa wyjechałam sobie przez Plewiska na Komorniki (pozdrawiam tego debila, co mnie na gazetę wyprzedzał na zwężeniu jezdni na ul. Poznańskiej), a dalej na Wiry. W Wirach już w zeszłym roku obczajałam ładny kościół i plebanię. Niestety, do środka nie weszłam, bo msza akurat była. Ale rozczuliły mnie wyrwikółki na rowery pod kościołem, których było więcej niż przed niejednym supermarketem <3

Kościółek w Wirach

Chciałam sobie przejechać Łęczycką przez tory kolejowe na wprost, ale okazało się, że nie było tam przejazdu, natomiast na mapie obczaiłam, że jak pojadę w prawo, to dojadę do NSR i jeszcze po drodze będę miała zabytkowy dworzec. Wtedy nie doczytałam, że to dworzec w Puszczykowie ;D Nie sądziłam, że to będzie aż tak blisko Skórzewa – raptem 16km. No to żem pojechała, cyknęłam zwyczajową fotkę – o, taką.

A potem ruszyłam ulicą Wodziczki do szlaku Nadwarciańskiego i skręciłam w lewo. Tu muszę przyznać, bardzo odzwyczaiłam się od takich szutrów i wąskich ścieżek usłanych wystającymi konarami. Jazda po mieście przyzwyczaiła mnie do szybkiej jazdy, a tu się tak nie dało. Ale zamarzył mi się MTB znowu ;D

To teraz widoczki.

Highlight dnia – spotkałam tylko jednego quada.

A tu już Luboń, i jak wskazał Tores, Kocie Doły/Fosfory

Stanęłam sobie przy tym wiadukcie i rozkminiałam mapę, gdy wtem, podjechał radiowóz i wyskoczyło z niego ładne dziewczę w rurkach, z torebką i żołtymi paznokciami. Myślę sobie: Phi, znowu policja musi kogoś podwozić za pieniądze podatników. Ale nie, pani do mnie podeszła i się przedstawia, że policjantka (a więc tajniak!). Myślę sobie: O, dobrze, że nie dałam się skusić na to piwo od matki, bo zaraz będzie #dręczenierowerzystów i dmuchanie w balonik. Ale też nie! Pani się spytała, czy widziałam jakiegoś gościa w zielonym swetrze i bez butów. No niestety nie widziałam, to pani się oddaliła, a ja obserwowałam, jak interesująco komponuje się broń dyndająca jej przy pasie z tymi obcisłymi kremowymi rurkami i ogólnym kobiecym outfitem ;]

Ruszyłam dalej. Zaczęło się jakieś osiedle, potem szlak na chwilę ućkł, bo nie było oznakowania, ale wróciłam. Szkoda, że przejazd przez A2 jest przy ulicy. Potem już Dolna Wilda i odbicie na Dębinę.

Zameczek na granicy Lubonia i Poznania. Pewnie jacyś cyganie tu mieszkajo.

Pod mostem Przemysła o mało co znowu nie wbiłam się na jakieś szkło. (Odkąd 2 razy w bardzo krótkim czasie zmieniałam dętki, jestem już tak wyczulona na wszystko pod kołami, że prawie zawału dostałam). Dalej ulicą Piastowską, którą nigdy jeszcze nie jechałam – wyskoczyłam przy jakiejś bazie motorowodnej i terenami AWF ze strzelnicą, które bym niechybnie sfociła, gdyby nie fakt, że dość mocno się już ściemniło. Tu mijałam też jeszcze jakieś fajne miejsce z rozwalonymi budynkami. Będzie dobre na jakieś zdjęcia.

Pierwszy raz przejeżdżałam też nad Wartą pod mostem Królowej Jadwigi – nie wiedziałam, że tam jest tunel po obu stronach rzeki i dość ładnie usypane ścieżki.

No a potem to już wyjechałam na moście Św. Rocha i tradycyjną trasą do pracy powróciłam do domu.

W trakcie przejażdżki przetestowałam jeszcze żółte szkła w moich okularach Rogelli. Muszę powiedzieć, że zajebiście poprawiają kontrast o zmroku. W ogóle okulary są bardzo fajne – wygodne, szkła łatwo się wymienia (mam jeszcze przezroczyste i przyciemniane), a dziurki w oprawkach pozwalają na zamontowanie sznurka. Jedyną ich wadą jest brak sensownego etui. Liczę na to, że szkła są faktycznie niełamliwe :) A sprzęt Rogelli przy okazji też bardzo polecam. Cenowo i jakościowo sensownie, warto polować na promocje w Mikesporcie. Jedną koszulką mnie rozczarowali, ale to przy okazji opiszę.
(Sorry za crapowate zdjęcie – ciemno już było, więc czułość siadła)

I tym sposobem przekroczyłam dzisiaj 600km na rok 2013 ;]

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *