Zwiad plenerowy do Obrzycka i kolejna setka

MG_5391

Czas mnie goni, za 2 tygodnie plener dla pary ze Szczecina, więc trzeba było zrobić zwiad. Nie mogłam nie zrobić tego na rowerze – samochodem tak jakoś szkoda :D Zaplanowałam sobie ładną trasę na Oborniki żółtym szlakiem “Do rezerwatu Gogulec” przez Morasko, a później NSRem do Obrzycka (tym, którym jechałam w zeszłym roku z Ojcem). Powrót zakładał TTR północny dołem Warty do Szamotuł i stamtąd na Strzeszyn i Rusałkę. Zbiegiem okoliczności wieczorem dzień wcześniej odezwał się do mnie Bobiko, czy nie mam ochoty na trasę na Morasko. Jak mu opowiedziałam, co planuję, przystał na propozycję (jak się później okazało, zrobił tego dnia 220km :)) Bobiko zjawił się u mnie o 9:30. Musiałam jeszcze się spakować do końca i wszamać śniadanko, więc ruszyliśmy dopiero o 10. Modliłam się, żeby się nie okazało znowu, że mam trasę na GPS nie w tę stronę :D Ale było dobrze. Najpierw ruszyliśmy przez Maltę, Zawady i Serbską na Morasko, gdzie zaczynał się dla nas żółty szlak. Muszę przyznać, że pierwszy raz jechałam tamtymi okolicami – szlak okazał się bardzo fajny i urozmaicony. Okolice Moraska są bardzo polno-łąkowe – na pewno nie raz wpadnę tutaj z kimś na zdjęcia.
Później zaczął się las, niestety z lekkimi piaskami – w tym miejscu zaczęłam błogosławić dwustronność moich pedałów :D Jednak możliwość nie wpinania się przynajmniej jednym butem daje bardzo dużo – zwłaszcza, gdy nie lubi się piasków tak jak ja. Potem były fajne wąskie przejazdy, zaraz za tymi słupkami :) Bobiko mnie też strzelił fajną fotkę :) Coś grubo wyszłam, oh well.3109718aec7b11e2ac6722000aa80125_720130714_114608_HDR

Robię fotkę na instagrama :D O tę:

(Jakaś straszna kaszana na tym zdjęciu, a drzewko takie ładne). Zółty szlak głównie biegł wzdłuż poligonu wojskowego w Biedrusku.

20130714_114803_HDRBył też fajny tunel z krzewów, ale nie zrobiłam foty. I brzózki. Takie fotogeniczne, że instafocia nie oddaje. A tu po lewej widać, że mapa jest stara, bo S11 jeszcze w planach, a przecież już jest. No i widać szlak powrotny – północną część TTR.b3a34a1cec6c11e299ae22000a1f9c95_7

MG_5386

Tu są mrówki, ale się dobrze kamuflują

MG_5376

MG_5384

Velma też się na foto załapała :)

W Gołaszynie przed Obornikami zaliczyliśmy najszybszy zjazd na rowerach – rozpędziłam się do ponad 50km/h, a i widok na dolinę Warty bardzo fajny był. Acz przy tej prędkości ciężko było foto zrobić :D

W Obornikach wszamaliśmy obiad, ponieważ już było koło 14 i trzeba było uzupełnić pokłady energii. Zaszliśmy do tej samej Restauracji Zamkowej, w której jadłam z ojcem w zeszłym roku. Menu chyba im się trochę skurczyło i nie serwowali już kebaba i sushi.

Z Obornik wyruszyliśmy do Obrzycka piękną asfaltową trasą wzdłuż nieistniejącej linii kolejowej – nieco monotonną jednak. Dodać do tego trzeba straszny wmordewind, który choć towarzyszył nam od początku, na odsłoniętej przestrzeni dawał się bardzo we znaki – chyba bardziej niż upał w zeszłym roku. Po drodze wyczaiłam parę fajnych miejsc ze zbożem i lasem – w sam raz na plener, więc nie omieszkamy tam zajrzeć za 2 tygodnie.

Kawałek przed Obrzyckiem dotarliśmy do jednej z celów podróży – Stobnicy i jej mostu kolejowego nieczynnej linii Oborniki – Wronki. Skubany schował się za krzakami, dlatego nie widziałam go w zeszłym roku, a on tak majestatycznie tam wygląda, jak wiadukty w polu dla dróg, które nigdy nie powstaną.

5b467950ec9111e294f522000a9f30b8_7

(Na czubku mostu widać bociana. Niestety, nie miałam teleobiektywu do lustrzanki, więc nie miałam szans złapać, jak zerwał się do lotu.)

Miałam początkowo plan, żeby zabrać parę młodą na ten most i to na wschód słońca, ale biorąc pod uwagę mój lęk wysokości i średnio solidnie wyglądające belki, chyba będę musiała zarzucić ten pomysł. Myślałam też, że może z drugiej strony (w Brączewie) wygląda to bezpieczniej, bo jest mniej przęseł po drodze i teoretycznie krótsza droga do części właściwej, ale po spytaniu miejscowych chłopaków (który jakby nigdy nic wbiegali na most po tych cienkich płytach betonowych!) utwierdziłam się tylko w przekonaniu, że będzie ciężko :S

W sumie historia mostu jest dość ciekawa i smutna zarazem. Wygląda on źle, a przecież dla ruchu pieszego był czynny jeszcze 5 lat temu. Więcej dowiecie się tutaj.

Następnie w końcu dotarliśmy do Obrzycka i do Pałacu Raczyńskich, który formalnie należy do UAM (więcej tutaj).

5c5710fcec9111e2b4f522000aeb0d4d_7f398a91cecb911e2bbd822000a9f15da7

Z mapki na skrzyżowaniu wywnioskowałam, że będę musiała odwiedzić jeszcze zespół parkowo-pałacowy w Kobylnikach, ale to chyba już niestety samochodem.

No i ruszyliśmy w drogę powrotną. Zahaczyliśmy jeszcze o wspomniane Brączewo, żeby zobaczyć most kolejowy od drugiej strony i wygląda na to, że prezentuje się lepiej – nawet torów jeszcze nie zajumano. afdd5182ecb911e29bac22000a9f13d0_7

Przed Szamotułami rozdzieliliśmy się z Bobikiem, ponieważ pora się robiła już późna, a przecież on miał jeszcze setkę do Wrześni.

Dla mnie dalsza trasa była już znana, bo jechałam nią rok temu. Tyyyyyle asfaltu. Miałam już na liczniku ponad 100km i jedyne, o czym marzyłam, to szybkie dotarcie do domu (MIENSA MI DAJCIE! KARKÓWKI Z GRILLA!). Niefajnie się jedzie samemu na takim dystansie, a już na pewno nie wtedy, gdy boli głowa od jazdy pod wiatr.

cae69852eca611e283e322000aa8200d_7

W Żydowie udało mi się minąć takie cudo. Musiałam nawrócić i sfocić :D

Tym razem nie zabłądziłam w Sobocie, jak w zeszłym roku (w końcu ogarnęłam GPSa), więc zwiedziłam te okolice. Tego, kto wymyślił sypnąć tłucznia kolejowego na polną drogę, najchętniej bym mocno skrzywdziła. Przez Strzeszyn i Rusałkę pędziłam już 30-35km/h, byle szybciej. Do domu zajechałam koło 21. Ze 139km na liczniku. Kolejny rekord więc :)

ae12a19eecb511e28b8d22000a9e011e_7

Z reminiscencji ogólnych, to bardzo mi się podobało, jak spotykaliśmy na trasie poza miastem kolarzy i wymienialiśmy pozdrowienia. Lubię :)

W temacie SPD, jak pisałam wyżej – dwuplatformowość się przydaje. Natomiast okazało się, że jednak prawy blok nie jest dopasowany idealnie, tylko strasznie – po 100km palce w bucie cierpły znacząco – do tego stopnia, że musiałam się wypinać co jakiś czas i jechać na platformie. Jak później przestawiłam sobie blok, to zrobił się z tego śmieszny efekt asymetrii – w lewym bucie mam go ustawionego na samej górze, w prawym prawie na środku. Chyba mam jakieś dziwne stopy…
Martwi mnie natomiast, że po raz kolejny po takim dystansie odczuwam zmęcznie/ból w prawym kolanie i ścięgnach pod kolanem. Przyczyną pośrednią tego mógłby być fakt złego ustawienia bloku, ale z drugiej strony, poprzednim razem nie miałam jeszcze SPD, więc jeśli już, to byłby to czynnik wzmacniający przyczynę. Jestem zaś skłonna stwierdzić, że winę ponosi za to ogólne przeciążanie prawej stopy – zawsze nią depczę mocniej, od niej zaczynam itp.

Podsumowanie wycieczki poniżej. Relacja u Bobiko tutaj.

Link do trasy na Ędomądo

Część zdjęć autorstwa Bobiko :)

4 thoughts on “Zwiad plenerowy do Obrzycka i kolejna setka

  1. bobiko

    Od dłuższego czasu pozdrawianie między rowerzystami jest praktykowane na wzór kierowców ciężarówek czy autobusów. raz ze miłe a dwa poprawia poniekąd kulturę wśrod nas. :)

    Dzięki za pomysł,pokazanie tychze pięknych terenów, gdzie jeszcze nie byłem i ostatniego słowa nie powiedziałem, warto było nawet za cenę bolącego wtedy kolana.

    ps: ~230km ;)

    Reply
      1. bobiko

        Coś w tym jest, nie zaprzeczam ale jak sama widziałaś, kultywuję to też ;) Gorzej jak ktoś nie odpowiesz, wtedy to tylko “kij mu w oko” :D

        Reply
  2. przemas

    Spoko wyprawa. Niezły dystans. Pozdrawianie, rzeczywiście się przyjmuje.

    bobiko, kij to mu w szprychy :D

    pozdrawiam,
    p

    Reply

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *