Monthly Archives: October 2013

Ruch lewostronny w Poznaniu :)

Screen Shot 2013-10-20 at 8.30.08 PM-2No może nie do końca lewostronny, ale tak to trochę z boku wygląda. Dziś pierwszy raz jechałam Kazimierza Wielkiego w kierunku AWF (z reguły jadę w stronę Rocha). I dopiero teraz zorientowałam się, że to rozwiązanie to nie jest “dwupasmowa droga/pas rowerowy” czy droga rowerowa w wersji dla hardkorów (pas w jezdni) i dla cykorów (DDR krawężnik wyżej).

W jezdni jest pas ruchu dla rowerów, ale jak widać, po lewej od niego jest DDR, wyznaczona dla przeciwnego kierunku (znak DDR po prawej stronie drogi). De facto wygląda to więc jak ruch lewostronny, bo spróbuj wytłumaczyć, że jest inaczej tym łomom, co jadą pod prąd (dziś 5 asów spotkałam na tak krótkim odcinku). Zdecydowanie lepiej zamiast pasa w jezdni sprawdził by się tu kontrapas po prawej i DDR w odwrotnym kierunku.

PS. Ale jeszcze zabawniej wygląda to wszystko kilkadziesiąt metrów wcześniej (screen: Michał Leśniewski). Jak widać, oznakowanie poziome niespecjalnie pomaga.

702633_4930888890478_1880785146_n

Longinada – Norwegia 2013 – Dzień 1

Poranek chłodny i wilgotny. Około drugiej w nocy przyjechał bus, podobno zainteresowała się też nami miejscowa policja (w końcu nocowaliśmy pod płotem lotniska :>). Trochę nam zajęło ogarnięcie namiotów, rowerów i śniadania. Kiedy jeszcze nie zna się praktycznie nikogo, to stres związany z początkiem wyprawy jest podwójny. Przynajmniej okazało się, że mam wszystkie bagaże i niczego nie brakuje.

20-kilka rowerów na pace :) Foto: Michał Netzel

20-kilka rowerów na pace :)
Foto: Michał Netzel

IMG_2496Jeszcze nie wiedziałam, jak się podróżuje na Longinadzie – czy razem, czy parami, czy może każdy jak chce. Trochę się jednak bałam samej, w obcym kraju :) Na szczęście i tak ruszyliśmy wszyscy razem (ponad 20 osób). Mój wspaniały beznadziejny mapnik rozwalił mi mapę już na starcie, więc musiałam się podczepiać pod resztę.
Pierwszy etap rowerowania to dojazd do Moss, skąd mieliśmy przepłynąć promem do Horten. Początkowo pobłądziliśmy, ale mimo deszczu humory dopisywały.

Continue reading

Longinada – Norwegia 2013 – Dzień 0

I właściwie dzień -1, bo Longinada dla mnie zaczęła się 2 dni wcześniej, 14 sierpnia, gdy wyruszyłam do Warszawy. Najpierw jednak trzeba było się spakować, co skwapliwie poczyniłam wieczorem dnia poprzedniego. Obawiałam się, że przekroczę limit 20kg na osobę, ale koniec końców okazało się, że większym problemem będzie przetransportowanie się na dworzec z tobołami na rowerze (w Norwegii nadbagaż wozić miał nam bus).

Tak wyglądała Velma obładowana. 2 duże sakwy z klapami + 2 małe z tyłu + plecak jako bagaż podręczny + torba na kierownicy. Myślałam, że uda mi się tak pojechać, ale koniec końców konstrukcja okazała się zbyt misterna i chybotliwa ze względu na zbyt dociążony tył. Plecak wylądował więc tam, gdzie jego miejsce, czyli na plecach.
Dojazd na dworzec, ze względu na konieczność jazdy dobrymi drogami, był trochę naokoło, przez Hetmańską i Głogowską. Przy tak obładowanym rowerze każdy krawężnik i nierówność boli podwójnie i podwójnie przyprawia o skok adrenaliny :P

Continue reading

Suchą szosą jedzie Anks na szosie

Stało się – mam szosę :D
Trek Lexa S, rocznik 2011, pieszczotliwie zwana Tyldą (bo Matylda pasuje raczej do roweru miejskiego :D)
2013-10-04 01.18.28-1Jeżdżę na niej już od 2 tygodni (choć regularnie do pracy dopiero od tygodnia), ale już ją uwielbiam. Trzeba jeszcze ją trochę zmodyfikować, bo rama jest rozmiaru 54, a jednak 52 chyba by pasowała lepiej, więc czekam aż mostek 80mm dojedzie do Cykloturu. (W tym miejscu muszę też podziękować za poradę co do ustawień i pozycji ze strony zespołu Rybczyńskiego :)) No i w perspektywie pewnie wymiana siodełka i ewentualne dołożenie błotników. No i nauczenie się szybszej jazdy, bo na razie to więcej niż 40km/h nie jeżdżę. Trochę mi to utrudnia duża kaseta z tyłu i ciężkie przełożenie z przodu, którego zrzucenie malutką wajchą Sory robi mi dziurę w kciuku.

Póki co, pogoda jest ładna, więc korzystam przynajmniej na dojazdach do pracy. Na dłuższą eskapadę za miasto nie mam jednak wciąż czasu :(

A, i zauważyłam, że jakoś kierowcy traktują mnie na szosie lepiej niż gdy jeżdżę Velmą. Fakt faktem, szos się wielu nie widzi (a kobiet na szosach już zwłaszcza), ale żeby aż taka różnica? :)