Author Archives: anks

Urodzinowe single pod Smrekiem

Od poprzedniego wpisu moja rodzina urosła o nowego członka – Canyona Grand Canyon, zwanego Ramoną :)
Ramona

Ramona gości u mnie od nieco ponad miesiąca, nadszedł więc czas, żeby ją wykorzystać w naturalnych warunkach, a nie w około poznańskich chęchach. Padło więc hasło: jedziemy na single do Świeradowa!

Tak się złożyło, że jedyny wolny termin był w moje 30ste urodziny, wyjazd więc stał się idealnym prezentem – tym bardziej, że zakładał szkolenie z techniki.

Continue reading

Pętla Puszcza Zielonka – Dziewicza Góra – NSR

Ostatnimi czasy mocno doskwierają mi plecy na szosie, a Błażej uznaje tylko MTB, więc z okazji jego imienin zaproponowałam, że odkurzę Velmę i ruszymy na Puszczę Zielonkę. Dawno nie jeździłam niczego dłuższego niż 5km, więc stwierdziłam, że nie będziemy szaleć. Trasa została zaplanowana na niecałe 70km, w większości po terenach, gdzie jeszcze nie jeździłam.

Początek był ciężki – najpierw trzeba było wstać, potem się zebrać, jeszcze skoczyć do Błażeja do domu i do sklepu i się w sumie późna 11 zrobiła.

Ale ruszyliśmy – przez Maltę, do Antoninka, a potem wzdłuż Jeziora Swarzędzkiego. Przy altance przerwa na bananka i parę fotek. Oj, jakoś tempa nie mogliśmy znaleźć :>

#bikes #anksowyrower #vscocam

A post shared by Anks (@matisnape) on

#anksowyrower #vscocam #selfie #vscocam

A post shared by Anks (@matisnape) on

Dalsza trasa była już mi właściwie absolutnie nieznana – bezdroża i to leśne to nie jest coś, co szosy lubią najbardziej (chociaż już zdarzało mi się po lesie gnać Inez czy Tyldą). Taka trasa na Dziewiczą Górę, ale od tyłu, a nie od strony Czerwonaka.

#dziewiczagora #zielonka #puszczazielonka #cycling #sunny #mtb #anksowyrower #vscocam #igerspoland

A post shared by Anks (@matisnape) on

Ponieważ nigdy nie byłam na górze, to nawet się tam wczłapaliśmy.

#vscocam #igerspoland #anksowyrower #mtb #sunny #dziewiczagora #zielonka #puszczazielonka

A post shared by Anks (@matisnape) on

A potem to ja już nie wiem, gdzie byliśmy, okolice kompletnie mi nieznane.

W jednym momencie, jadąc dzikim skrótem wytyczonym przez GPSa, napatoczyliśmy się nawet na spore stadko saren. Ale uciekły za szybko i nie udało się sfocić.

#anksowyrower #cycling #forest #vscocam #igerspoznan #igerspoland #zielonka #puszczazielonka

A post shared by Anks (@matisnape) on

A potem przejechaliśmy przez Wartę i wylądowaliśmy na Nadwarciańskim Szlaku Rowerowym, który zwiedziłam już 4 lata temu z Tatą. Zaczęło się robić już lekko ciemnawo i zimnawo, ale przynajmniej las gęstszy odsłaniał od wiatru.

#nsr #igerspoland #cycling #mtb #anksowyrower #vscocam #forest #nadwarcianskiszlakrowerowy

A post shared by Anks (@matisnape) on

A na sam koniec zwiedziliśmy nowy odcinek Wartostrady, która prowadzi od Mostu Lecha aż do Ostrowa Tumskiego. Tam niestety już wiało…

#anksowyrower #igerspoznan #igerspoland #ostrowtumski #vscocam #cycling #bikeroute

A post shared by Anks (@matisnape) on

Styczeń zawsze był dla mnie miesiącem z najmniejszą liczbą przejechanych kilometrów, co i tym razem odczuły moje nogi i plecy. Plecy jeszcze gorzej, bo ostatnio mam jakiś problem z kręgosłupem, który wypadałoby ogarnąć.

Niemniej, trasa bardzo fajna i utwierdzam się tylko w przekonaniu, że plan na ten rok zakłada nabycie roweru MTB :)

Reaktywacja

Tak wyszło jakoś, że czas od ostatniej notki był bardzo intensywny i działy się na tyle ważne i dziwne rzeczy, że jakoś się blogaskowi podupadło. Ale chyba czas najwyższy zadbać o niego ponownie. Może garść nowości na początek:

  • Mam nową szosę :D Inez to Canyon model Endurance AL 6.0 w rozmiarze XS. Długo wybierany w obawach przed kolejnym nietrafionym rozmiarem, ale okazuje się być idealny – przynajmniej bez porównania do Tyldy, która wciąż stoi na posterunku

    Well hello there :)

    A post shared by Anks (@matisnape) on

  • Mam za sobą 2 maratony Bike Challenge, ale raczej z mało znaczącym wynikiem. Zwłaszcza podczas ostatniego było ciężko, bo po 70km tak nawaliły mi plecy, że ledwo dojechałam.
  • Zaczęłam nieregularnie pojawiać się na środowych szosingach Zgrupki Luboń
  • Planuję w końcu ruszyć tyłek i zacząć regularniej jeździć, ale zobaczymy, jak wyjdzie. Na razie wkurza, że tak ciemno się szybko robi i wciąż w tygodniu nie ma za bardzo jak pojeździć, zwłaszcza, że zaczęłam częściowo pracować z domu.
  • Przeniosłam się całkowicie z aktywnością na Stravę, bo Endomondo nie współdziałało za dobrze z Ingressem a sama strona przy przechodzeniu na nową wersję była bardzo niestabilna. Strava przy tym ma zdecydowanie bardziej rozbudowane funkcje odnośnie najlepszych (czyt. najpopularniejszych tras) plus ma dużo smaczków, np. heatmapę
  • Nauczyłam się nieźle jeździć po mieście – nie robi już na mnie wrażenia  jeżdżenie ruchliwą Królowej Jadwigi.
  • Nadal nie miałam wypadku na szosie (choć ostatnio byłam blisko – i to z mojej winy ;/)

Zwiad Poznań – Unia

Minęło trochę czasu, trzeba przyznać. Velma stoi od zimy nie ruszona, aż zardziewiał łańcuch, który był do wymiany. Teraz została tylko regulacja przerzutek. Niestety, za długo się z tym ociągałam i w kwietniu zapisywałam się na czerwiec. Normalnie jak do lekarza :)

Tym niemniej, chciałam o czym innym. W zeszłym tygodniu zrobiliśmy z Michałem zwiad do Unii za Wrześnią w celu obadania tamtejszych ruin pałacyku rodziny Chrzanowskich na potrzeby plenerów ślubnych.

Wyruszyliśmy niespiesznie  o 10 przez Szczepankowo. Za Szczepankowem zrobiło się miło i luźno – trasa wiodła wioskami między trasą 92 i A2, wzdłuż torów do Wrześni. Do tego jechaliśmy z wiatrem, więc średnia ok. 28-30km/h nie nastręczała wielkich trudności.

Po drodze minęliśmy pana w różowym wdzianku Lampre Merida, ale szybko nam uciekł, bo ja musiałam dać odpocząć stopom, które cierpły (w końcu rozkminiłam, że jednak za grube skarpety założyłam do SPD).

Oczywiście, ustawiając trasę wg GPS i otwartych map, nie zawsze mam informację o stanie drogi. Tak było też w tym przypadku, acz nie da się ukryć, że przełaj był dość malowniczy.

A potem piękna aleja wzdłuż kasztanowców, po obu stronach drogi #syndromrzepaku i wiatraki.

Dojechawszy do Wrześni zdecydowaliśmy, że nie jesteśmy na tyle zmęczeni ani głodni (dopiero raptem 45km), żeby już jeść obiad, więc ruszyliśmy dalej do Unii położonej ok. 15km dalej na wschód. O mało co, z mojej winy byśmy pałacyk przegapili :)

Na sesje ślubne jakoś nie czuję tego miejsca, ale sesje w stylu Białej Damy – czemu nie. Coś się wymyśli :)

Po obfoceniu miejscówki przeze mnie wróciliśmy do Wrześni, gdzie zjedliśmy bardzo dobry i pożywny obiad w restauracji Margeritta (pozdrawiamy miłego pana kelnera!), a następnie ruszyliśmy w drogę powrotną teoretycznie po naszych śladach. Niestety, jak widać na mapce, w Gułtowach odrobinę zboczyliśmy z trasy i zrobiliśmy małą pętelkę dojeżdżając do Siedlca, ale się zorientowaliśmy i wróciliśmy na właściwy trakt. Po najprawdziwszym bruku, a jakże, wśród drzew – przypomniała mi się podobna droga z dzieciństwa :)

Niestety, odcinek powrotny zdecydowanie nie był taki prosty – tym razem jechaliśmy pod wiatr, zdecydowanie wolniej. Koło 120km tyłek i plecy zaczęły mi mocno odmawiać posłuszeństwa. Ostatnie kilometry przejechałam już niemal ze łzami w oczach, zatrzymując się co chwilę (stopy też cierpły coraz mocniej i dłużej), ale dałam radę. Na liczniku prawie 140km.

Teraz sobie myślę, że trasy do 100km to mogę robić na szosie, ale powyżej to jednak trzeba wyciągać trekkingową Velmę :)

PS. Zapisałam się na Bike Poznań Challenge we wrześniu. Ciekawe, czy dam radę zrobić setkę poniżej 5h :) [EDIT: 5h wzięło się stąd, że była na początku informacja o tym, że trasę trzeba pokonać w 5h, ale dzisiaj wczytałam, że jednak przedłużyli do 6h :)]. Na razie zapisanych jest ok. 140 osób na moją trasę :)

Zima w mieście

Lubię zimę na rowerze. Jedyny problem to lód i ubranie.

Przez niemał caly grudzień jeździłam Tyldą, bo temperatury, choć niskie, były powyżej 0. Myślałam, heh, że będzie tak całą zimę, ale że jest inaczej przekonałam się pierwszego dnia po powrocie z Paryża – dość boleśnie :D 200 metrów od domu pochyliłam się na zakręcie i dość efektownie straciłam przyczepność na “czarnym lodzie”. Uderzyłam się w głowę (bokiem, a jednak kask zamortyzował) i ogólnie się potłukłam, natomiast Tylda doznała wygięcia kierownicy. (Szczęście, że przynajmniej Tylda jest lekka, bo taki poślizg na dużo cięższej Velmie byłby bardziej bolesny.) Do pracy wtedy dojechałam, ale był to najdłuższy dojazd ever – i to po chodnikach, bo asfaltem się bałam. Od tego czasu nie wsiadłam na szosę. Velma it is.

Velma, poza problemami z pedałowaniem, łańcuchem itp, o których pisałam wcześniej, ma jeszcze jeden feler – mało zimowe opony.

No dobrze, a jak z samym miastem? Ano, jak zwykle.

Kontrapasy – nieodśnieżone. Teraz pracuję na Mickiewicza, gdzie kontrapas nawet w normalnych warunkach jest słabo widoczny (jest namalowany na bruku, gdzie farba się wyciera) i jego linie mylą się kierowcom z malunkiem strefy do parkowania, która jest w połowie na chodniku. Chyba przygotuję sobie jakieś karteczki do wkładania za wycieraczkę. Z tego, co się zorientowałam, wiedza o tym kontrapasie jest dość słaba, i pośrednio jest to wina ZDM, który o oznakowanie poziome nie dba. Się czasami zdarza, że ktoś robi wielkie oczy, że jadę pod prąd.

Drogi rowerowe i chodniki – nieodśnieżone, gdzieniegdzie podsypane piaskiem z solą. Kiedy temperatury były w okolicach zera, królowało błoto pośniegowe, którego nienawidzę, bo ślizgam się na nim bardziej niż na lodzie plus mam mokre buty od ratowania się od ślizgu (główny powód sprawienia sobie butów zimowych). Teraz, kiedy temperatura oscylowała koło -10, błota pośniegowego brak, ale nadał był lód pozostały po ostatniej gołoledzi. Na drogach osiedlowych chodniki raczej zadbane, z odłupanym lodem, ale np. trasy wzdłuż Piłsudskiego czy Polibudy tylko lekko posypane. Strasznie ubolewam, że u nas priorytety wyglądają inaczej niż np. w Hamburgu, gdzie w pierwszej kolejności odśnieża się chodniki.

Przyciski na światłach. Strasznie mnie wkurzają te dotykowe, bo w zdecydowanej większości na mojej trasie są wyregulowane tak, że muszę każdorazowo ściągać rękawiczkę, żeby się zapaliły. Pomijam kwestię legalności przycisków w ogóle.

Ubranie to kolejny problem. O ile w temperaturze powyżej zera mogę jeszcze jeździć w windstopperze i merino, to przy minus 10 jest już trochę za zimno. Zakładam dodatkowe rzeczy, wyglądam mega trzepacko i doskwiera mi brak wentylacji pod kurtką. Aktualny zestaw to buff zwykły pod kask, grubsza bluza rowerowa, buff z windstopperem na szyję i twarz, windstopperowe spodnie, na to ocieplane spodnie do biegania z Decathlona (warstwa 2) + jeszcze rękawiczki z windstopperem North Face’a (zimnawo jednak, więc wracam do moich 15-letnich rękawiczek z Thinsulate). Testuję też kombinację letnie buty SPD z ochraniaczami BBB. Zimno w podeszwę trochę i wkurza mnie ich zakładanie (kolejny powód kupna zimowych butów), ale dają radę.

Jak macie jakieś dobre patenty na jazdę w zimie, to ja chętnie.

Podsumowanie 2013/2014

Cisza tutaj ostatnio niemożebna, ale jak zwykle są ważniejsze rzeczy do roboty :) Ale może chociaż podsumowanie zeszłego roku napiszę?

A zatem. W roku 2013:

  1. 26.04 Velma obchodziła 1. urodziny. Myślę, że ma przejechane już ok. 4,5k kilometrów. Dokupiłam jej nowe opony na Norwegię, parę innych dodatków, zmieniłam kasetę i łańcuch, pedały. Ale później poszła w odstawkę, bo…
  2. 15.10 pojawiła się szosowa Tylda :) 2 rozmiary za duża, ale i tak ją kocham.
  3. W sumie w 2013 roku przejechałam ok. 4300km (nie uzupełniłam jeszcze Bikestats), z czego 1000 w Norwegii.
  4. 6 razy przejechałam dystans równy lub większy niż 100km. Najdłuższy dystans na raz: 139km.
  5. Pojechałam na prawdziwą wyprawę rowerową do Norwegii. Taką planowaną już od lutego – jeszcze nigdy wcześniej nie planowałam tak daleko :D
  6. Miałam pierwszą w życiu stłuczkę, która kosztowała mnie centrowanie koła.
  7. Zrezygnowałam z sieciówki komunikacji miejskiej na rzecz dojazdów rowerem. Nie wydałam w żadnym miesiącu choćby połowy wartości sieciowego biletu miesięcznego. Jak na razie najgorszym miesiącem pod tym względem jest styczeń 2014, w którym wydałam 80zł na bilety MPK (Velma w serwisie), ale to nadal prawie 30zł mniej niż kosztuje bilet.

W sumie to tyle, jeśli chodzi o jakieś kamienie milowe.

Styczeń 2014 na razie wygląda słabo. Ledwo 100km przejechane, ale to przez to, że pierwsze 2 tygodnie spędziłam w Paryżu na zleceniu foto, a później Velma była w serwisie (wymiana suportu i mechanizmu korbowego). Niestety, pewnie znowu do niego trafi, jeśli wymiana łańcucha nie pomoże, bo pedały zbyt często tracą opór przy pedałowaniu.

Jakie plany na 2014?

  1. Wymiana Tyldy na inną szosę, bardziej dostosowaną do mojej budowy :P Najprawdopodobniej będzie to składak, a nie jakaś prosto z fabryki.
  2. Pozyskanie porządnych butów zimowych (o przebojach z Defrosterami jeszcze napiszę)
  3. 2 dłuższe wyjazdy rowerowe, krajowy i zagraniczny. Chciałabym krajowo pojeździć z sakwami, np. na Mazurach albo dalej, w okolicy Augustowa, ewentualnie Kaszuby (do których mam już mapy przecież). Jeśli o zagranicę chodzi, to po sezonie ślubnym chciałabym pojechać do jakiegoś ciepłego kraju poszosować. Hiszpania, Włochy, może coś innego.

Pierwsza szosowa seta

Od jakiegoś miesiąca miałam zaplanowaną trasę szosowej setki, ale ciągle nie było albo czasu albo pogody na jej realizację. W końcu udało się zgrać jedno i drugie.

Wyjazd jak zwykle za późno, bo o 9:30, przez co byliśmy już z Michałem w plecy 1,5h światła dziennego, ale w sumie mgła była dość niska i gęsta, więc na złe nie wyszło. To miała być pierwsza tak długodystansowa wycieczka o tej porze roku, więc musiałam dobrze przemyśleć ubranie. Odziałam się w windstopperowe spodnie Shimano, mając nadzieję, że będą wystarczająco ciepłe. Na stopach skarpety IB i Defrostery – generalny test trzymania ciepła w tej temperaturze i długim czasie ekspozycji, bo jeszcze na takim dystansie nie jeździły. Na rękach rękawiczki z windstopperem, na ciele koszulka IB GT200 i kurtka z windstopperem – choć rozważałam wziąć górską z gore, bo jest dłuższa. Najbardziej obawiałam się przewiania nerek.


Continue reading

Nocny szosing i testy

Odkąd przerzuciłam się na szosę, jeżdżenie DDRami to żaden fun. Żeby więc tego unikać, lepiej jeździć nocami, kiedy jest mniejszy ruch. Oczywiście, ma to też ten minus, że robi się coraz zimniej, no i są miejsca w mieście, gdzie nie ma oświetlenia (vide Lechicka na odcinku od Naramowickiej w kierunku Lutyckiej).

Dzisiaj postanowiłam się przewietrzyć po robieniu zdjęć i w celu przetestowania pulsometru i nowych butów. Continue reading

Lecę na Raphę

Rapha to taka brytyjska marka ciuchów rowerowych. Oczywiście mega droga i na pierwszy rzut oka hipsterska stylówka, ale ze strasznie do mnie przemawiającym brandingiem i kreacją wizualną (stroje ze świetnym designem, bez żadnych idiotycznych wzorów, minimalistyczne wręcz). Od kilku dni zachwycam się ich lookbookiem i filmami na Vimeo, zwłaszcza, że nie zapominają o damskiej części kolarzy. Już nie wspomnę o tym, że filmy wyglądają na kręcone w Norwegii, co podwójnie mnie nakręca :D

To pooglądajmy.

Kolekcja damska 2013 (jedna z pań jedzie na Treku :))

Rapha Autumn and Winter 2013 – Women from RAPHA on Vimeo.

Kolekcja męska 2013

Rapha Autumn and Winter 2013 – Protection from RAPHA on Vimeo.

Więcej do obejrzenia na kanale Vimeo. Polecam.
Można ich też pooglądać na Flickrze czy po prostu obczaić stronkę.

Ruch lewostronny w Poznaniu :)

Screen Shot 2013-10-20 at 8.30.08 PM-2No może nie do końca lewostronny, ale tak to trochę z boku wygląda. Dziś pierwszy raz jechałam Kazimierza Wielkiego w kierunku AWF (z reguły jadę w stronę Rocha). I dopiero teraz zorientowałam się, że to rozwiązanie to nie jest “dwupasmowa droga/pas rowerowy” czy droga rowerowa w wersji dla hardkorów (pas w jezdni) i dla cykorów (DDR krawężnik wyżej).

W jezdni jest pas ruchu dla rowerów, ale jak widać, po lewej od niego jest DDR, wyznaczona dla przeciwnego kierunku (znak DDR po prawej stronie drogi). De facto wygląda to więc jak ruch lewostronny, bo spróbuj wytłumaczyć, że jest inaczej tym łomom, co jadą pod prąd (dziś 5 asów spotkałam na tak krótkim odcinku). Zdecydowanie lepiej zamiast pasa w jezdni sprawdził by się tu kontrapas po prawej i DDR w odwrotnym kierunku.

PS. Ale jeszcze zabawniej wygląda to wszystko kilkadziesiąt metrów wcześniej (screen: Michał Leśniewski). Jak widać, oznakowanie poziome niespecjalnie pomaga.

702633_4930888890478_1880785146_n